Trzy lata temu w kwietniu 1996 roku miałem już okazję i przyjemność napisać kilkanaście zdań o malarskiej twórczości Teresy Wallis-Joniak. Zacznę więc może od cytatu ze wstępu do katalogu, który towarzyszy) ekspozycji prac krakowskiej artystki w galerii „Pod Złotym Lewkiem": „Jest rzeczą zaskakującą, że w obrazach tych dominują raczej kolory chłodne, choć wydawałoby się, że powinny być raczej nasycone ciepłą kolorystyką związaną z klimatem portretowanych miejsc...". Bowiem tak jak i poprzednio Teresa Wallis-Joniak przedstawia publiczności w roku 1999 głównie martwe natury oraz pejzaże, w których dominują krajobrazy i architektoniczne motywy śródziemnomorskie. Tym razem jednak artystka mocno rozjaśniła paletę proponowanych nam barw.
Wiele prac zostało na tę wystawę wypożyczonych od prywatnych kolekcjonerów, a przecież są to w przeważającej większości obrazy nowe, powstałe już po wzmiankowanej przeze mnie wystawie. Fakt ten stanowi dowód, że krakowska malarka ma liczne grono kolekcjonerów swych obrazów. Prywatne kolekcje w przeciwieństwie do zbiorów muzealnych powstają nie z potrzeby urzędowego dokumentowania najciekawszych zjawisk pojawiających się w sztuce, lecz z chęci codziennego obcowania z dziełem sztuki, w tym wypadku z obrazem. Taki obrót sprawy można więc z całą odpowiedzialnością nazwać artystycznym sukcesem.
Zarówno pejzażowi, we wszelkich jego odmianach, jak i martwej naturze wróżono raz po raz ostateczny schyłek. Tymczasem oba te sposoby malarskiej wypowiedzi mają się, jak do tej pory, całkiem nieźle. Artyści nie zrezygnowali z ich uprawiania, a odbiorcy z ich kolekcjonowania. Można więc przypuszczać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że obecny pokaz prac Teresy Wallis-Joniak będzie mieć liczną publiczność. Teresa Wallis-Joniakowa jest absolwentką krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i uczennicą wybitnej przedstawicielki polskiego koloryzmu Hanny Rudzkiej-Cybis. Ta informacja dowodzi, że delektując się sztuką krakowskiej malarki, obracać się będziemy w kręgu zagadnień związanych z artystyczną koncepcją budowy obrazów stworzoną przez kapistów.
Nierzadko słyszy się dziś głosy, że powojenna dominacja koloryzmu w sztuce polskiej, na artystycznych uczelniach naszego kraju, ma się ku końcowi. To jednak sąd przedwczesny, a związany niestety ze smutnym faktem, iż większość czołowych, w tym i krakowskich kolorystów już nie żyje. Nie jest jednak na szczęście tak, że poszczególne trendy artystyczne umierają wraz z ich twórcami. Wręcz przeciwnie, żyją w pracach i artystycznym myśleniu ich uczniów. Czasami na zasadzie paradoksu, z którym w życiu i w sztuce obcujemy prawie codziennie, odejście prekursorów kierunku powoduje erupcję ich malarskich koncepcji.
Malarstwo Teresy Wallis-Joniakowej ma więc swój początek w specyficznym dla kapistów podejściu do sprawy zestawienia kolorów na płaszczyźnie obrazów. Tyle że krakowska malarka bardzo osobiście traktuje wskazówki swych mistrzów. Pozostając wierna ich niezłomnym zasadom, jednocześnie wierna jest także swej indywidualnej wizji artystycznej. Teresa Wallis-Joniakowa, jak już napisałem, chętnie maluje pejzaże i martwe natury - ulubione przez kolorystów tematy. Jednakże u niej inaczej niż u czołowych kapistów, a także wybitnego przedstawiciela wspominanego kierunku Juliusza Joniaka - jej męża - istotną rolę w komponowaniu obrazu ma nie tylko specyficzne zestawienie kolorów w taki sposób, aby uzyskać zaskakujący i całkowicie nowy efekt kolorystyczny, lecz również, kiedy trzeba, kolor podporządkowany zostaje tematowi obrazu. Wiele prezentowanych na tej wystawie płócien ma właśnie znakomicie wyszukaną tematykę, wyszukaną podług malarskiego myślenia, wyszukaną dla potrzeb konkretnego obrazu, bo tak Bogiem a prawdą, Teresa Wallis-Joniakowa maluje ciepłe śródziemnomorskie widoki. A my, odbiorcy jej obrazów, do tego ciepła lgniemy, jak ćmy do światła. Przytłoczeni jesiennymi szarugami, zimowymi pluchami, okutani w stosowne na te pory roku okrycia, tęsknimy za słońcem, przewiewnym strojem, za ciepłym wieczorem i nocą spędzoną w kafejce na morskim nadbrzeżu.
Tak jak i na poprzednim pokazie obrazów krakowskiej artystki, także i teraz, na jej obrazach w rozmaitych konfiguracjach i ujęciach pojawia się motyw śródziemnomorskiej architektury. To od jej ścian odbijają się promienie słoneczne, wrażliwy odbiorca czuje także jak mury domów oddają wieczorem ciepło, jak to ciepło przymila się do nas. Częstym motywem obrazów Teresy Wallis-Joniakowej był i jest widok ulicznej kawiarenki ocienionej przez rozłożyste drzewo. I prawie na każdym obrazie są ludzie. Pojawiają się w grupkach, pojedynczo, częściej gdzieś na drugim planie, o wiele rzadziej jako główne elementy obrazu.
Teresa Wallis-Joniakowa jako artystka ma i tę zaletę, że potrafi lekkim pociągnięciem pędzla, drobną aluzją, wprowadzić swe ludzkie postaci w ruch. Ruszają się one jednak leniwie, wolno przechodzą zaułkiem lub ulicą wypełnioną ciepłem. Tak więc zbiór prezentowanych obrazów jest nie tylko popisem kolorystycznych zestawień, tajemniczych przebłysków promieni słonecznych przez liściaste konary drzew, czy ich załamań w uroczych zaułkach miast południa Europy, jest nie tylko wypełnieniem artystycznych zaleceń mistrzów koloryzmu, ale jest również nastrojową opowieścią znad śródziemnomorskich wybrzeży i miast Francji, Italii i Hiszpanii.
Patrząc na obrazy artystki, siłą rzeczy porównując je z dokonaniami polskich kolorystów, można dojść do wniosku, iż dobrze się stało, że Teresa Wallis-Joniakowa nie do końca pozostała wierna przykazaniom kapistów, że używa ich do własnych artystycznych celów, że prócz zaskakujących zestawień kolorystycznych interesuje się także związkiem człowieka z jego naturalnym otoczeniem, że potrafi stwarzać nastroje, do których odbiorca jej obrazów będzie musiał powracać. Można ją zatem, bez obawy o popełnienie jakiegoś błędu, nazwać kolorystyką niepokorną.
Andrzej Warzecha


