Polski English o galerii artyści katalog wydarzenia współpraca usługi wydawnictwa partnerzy newsletter kontakt strona główna

    Pisanie o twórczości artystycznej jest zajęciem dość specjalnym i muszę wyznać, że na tym gruncie nie czuję się najlepiej. Pisanie, jak każda działalność ludzka ma swoją specyfikę, swoją odrębną materię. Pisanie o malarstwie jest zajęciem dla poetów - to też moja wypowiedź będzie chropawa, a może nawet sękata.
    W historii, teoretyków sztuki byto wielu, może nawet ilością nie ustępują
   twórcom. Rzecz prosta, większość z nich pozostanie w mrokach zapomnienia.
   Nie inaczej los obchodzi się z artystami. Trud pracy podejmują tysiące - pamiętamy o nielicznych. Byty epoki, kiedy rozważania o twórczości należały do obowiązków artysty. Renesans włoski jest tu nie do pobicia - choć trzeba przyznać, niewiele lat temu pisanie „manifestów" przez twórców było swego rodzaju modą. Wywoływało to często efekt humorystyczny. Wszystkie te działania - przy odrobinie miłosierdzia - wydają się zrozumiałe a nawet usprawiedliwione. Czasem udało się z kalectwa uczynić cnotę.
    Z drugiej strony, gdyby bezkrytycznie przyjąć Teorię Winckelmana, który twierdził, że możemy tylko zbliżać się do Greków - nie mielibyśmy Picassa. Trzeba jednak pamiętać, że sama przekora to za mało. Recepty z XVI a nawet XVII wieku przypominają niekiedy książki kucharskie. Wskazania w rodzaju: „jeżeli chcesz namalować pogodne niebo to weź..." i następowało wyliczenie jaką wziąć miksturę, z czym rozetrzeć i jak położyć na płótnie czy desce. Trzeba przyznać, że wiele można wyciągnąć pożytku z tych recept, choć do sztuki ciągle daleko. Artysta to zwierzę niepokorne, niecierpliwe i spieszy się do sukcesu.
    No więc jak to jest z tą sztuką? Pewnie łatwiej jest odpowiedzieć co sztuką nie jest, gdzie w sztuce jest błąd. Jeżeli przy stoliku bridgowym ktoś znienacka melduje „sześćdziesiąt", to wywołuje zdumienie. To nie ta gra. Czy ostre przestrzeganie reguł czyni z bridge'a zajęcie nudne? Bridgiści tak nie sądzą. Więcej! W zgodzie z regułami można grać odkrywczo. Może i od malarzy należałoby więcej wymagać. Reguły są po to, żeby je przekraczać - no pewnie - należy być ponad nimi. Poniżej jest tylko czcza naiwność albo cyniczne szamaństwo. Ale malarstwo to nie gra w karty.
    Zawsze malowano tak samo. Po prostu kładzie się farbę na płótnie. Ważne tylko, żeby właściwą farbę położyć na właściwym miejscu. Tu wchodzi w grę niezwykła ilość elementów. Nie sposób wszystkie wyliczyć. Przyjmijmy więc, że mamy ciało i duszę, która ciągle się kształtuje, zmienia. Czasem z godziny na godzinę. Wszystko zaczyna się komplikować. Wróćmy jednak do rzeczy prostszych. Jest opowiadanie - wszystkim znane - o tym jak Pan wziął glinę, ulepił Adama i tchnął w niego ducha. Opowiadanie proste i „prawdziwe". No cóż gliny wokół mnogość, tylko brać i lepić. Toteż lepimy na potęgę Adamów, aż gęsto. Najgorzej z tym duchem - rzadko bywa. Na wielu wystawach a nawet w muzealnych kolekcjach po prostu gliniane Adamy.
   Bardzo eleganckie, przystojne często uczesane zgodnie z obowiązującym właśnie szpanem, tyle że po prostu gliniane. Czy to znak czasu? - Nie. Zawsze tak było.
    Jeżeli już jesteśmy przy rzeźbieniu albo lepieniu - to wystarczy porównać wymuskane neoklasyczne posągi do stosunkowo topornych rzeźb Rodina. Rzeźby Rodina tętnią życiem, a to jest zaraźliwe. Życie jest pociągające. Jak to się osiąga? Tego nie wiem. Tego nie można po prostu wiedzieć. Myślę, że walor sztuki polega na podobieństwie do życia. Trzeba po prostu być sobą. To niewiele, a może aż tak wiele.
    Czy istnieje sposób na sukces? Przecież fundamentem naszych wszystkich działań jest chęć odniesienia sukcesu. Te przysłowiowe trzy medale -trzy pudła -trzech wieszczów (o trójkącie jeszcze wspomnimy). Walka może być fair, ale także się fauluje. Myślę, że maksyma: „Nie o to chodzi, by wygrać, chodzi o to, żeby grać" - coś z sobą niesie! Sama walka jest sukcesem. Ponosimy porażki, po czym znowu zrywamy się do walki. To może być pociągające. Z narażeniem życia wspinamy się na górę, pomimo, że wiemy, że za niewielką opłatą można się tam dostać koleją linową. Wiele zależy od tego, na jakie wspaniałe życie nas stać. Jeszcze ten trójkąt, w którym świeci oko opatrzności. „Bóg kocha trójkąt" - mówią Rosjanie. Są trzy kolory (de la Croix). Jest tajemnicza niedotykalna rzeczywistość, artysta i jest odbierający relację artysty odbiorca ze swoją wrażliwością i wyobraźnią. W tym trójkącie może narodzić się misterium nazywane sztuką.
   
   
                                                                                                                                            Stanisław Wiśniewski