Polski English o galerii artyści katalog wydarzenia współpraca usługi wydawnictwa partnerzy newsletter kontakt strona główna
"Ekran i płótno"

   Magazyn "Art & Business" zorganizował konkurs, który zrazu wydał mi się dziwaczny. Trzyosobowe międzynarodowe jury (pod przewodnictwem znanego krytyka francuskiego Pierre'a Restany'ego) wybierało z prac malarskich powstałych w ubiegłym roku w Polsce jedną. Już się to odbyło. Nagrodę Ewy i Mariusza Świtalskich, właścicieli pisma (w wysokości 100 tys. zł), otrzymał jako Obraz Roku „Monolog” Mikołaja Kasprzyka. Przedstawia kilka gestykulujących sylwetek rytmicznie rozmieszczonych na płaszczyźnie. Należy do popularnej obecnie tzw. sztuki krytycznej. Mówi - jak uznało jury - o braku zrozumienia między ludźmi, którzy nie słuchają się wzajemnie, lecz tylko monologują. Nic nie wskazuje, by praca ta, całkiem niezła zresztą, była najlepszym obrazem, jaki został u nas w minionym roku namalowany.   Można też wątpić, czy w ogóle dałoby się taki obraz wyłonić w drodze konkursu, na który dzieł swoich nie przysłali (poza wyjątkami) najbardziej znani malarze w Polsce. A jednak zgłoszono blisko 1200 obrazów i to jest zjawisko godne uwagi. Świadczy ono, że - wbrew temu, co głoszą propagatorzy nowych form artystycznych jak instalacje i happeningi - malarstwo żyje, tworzenie barwnych obrazów na płaszczyźnie wciąż jest ludziom potrzebne, jak było sto, pięćset, dwadzieścia tysięcy lat temu. Magazyn "Art & Business" fakt ten ujawnił, za co, sądzę, jego redaktorom należy się uznanie. Jak to jednak było technicznie rzecz biorąc możliwe? Jak trójka jurorów, przebywając w różnych miastach Europy, mogła oceniać takie mnóstwo obrazów? Oczywiście za pośrednictwem internetu, przynajmniej w pierwszym etapie. Prace zostały bowiem zgłoszone jako przesyłki elektroniczne. Przeglądając reprodukcje na ekranach swych komputerów, jurorzy wytypowali sto obrazów, które pokazano im później w oryginale i wtedy wydali werdykt. Publiczność zaś, już tylko poprzez internet, wyłoniła w drodze głosowania inny obraz, który otrzymał nagrodę publiczności. Dzieła nagrodzone oraz wszystkie inne, które brały udział w konkursie, zobaczyć można na strome internetowej: www.artandbusiness.onet.pl.
   Grażyna Smalej, której praca znalazła się wśród wspomnianych wyżej stu obrazów finału, ma obecnie (wraz z Paulina Karpowicz) wystawę w galerii Schody na Nowym Świecie (nr 39) w Warszawie. Do dwóch niewielkich pomieszczeń w oficynie idzie się w dół po schodkach. Obie artystki są wychowankami krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Obie malują obrazy figuralne, jednak nie tak, jak się w naszych akademiach malowało 30, 40 lat temu. Nie są to studia aktów w gęstej zawiesinie "polskiego koloryzmu" według zasad Rudzkiej-Cybisowej lub Pronaszki, gdzie starano się osiągnąć przede wszystkim dźwięczność barwnej płaszczyzny, zaś wszelkie ujawnianie uczuć modela było rzeczą naganną. Jeden z obrazów Pauliny Karpowicz nosi tytuł, .Dziewczyna porzucona przez kochanka", lecz dzięki zwięzłemu, zdecydowanemu modelunkowi i szlachetnej powściągliwości barw jest to malarski kształt miłości i rozpaczy, nie zaś historia literacka. Grażyna Smalej osadza figury w przestrzeni wibrującej kolorem, emocjonalnej. Między postaciami tworzą się napięcia - przyciągania, odpychania, intrygi. Cały czas, zarówno u jednej, jak i u drugiej artystki, chodzi przy tym o uczucia wyrażone rysunkiem i barwą, utrwalone w materii obrazu. To materia wolna od konwencji, bez piętna postimpresjonizmu, ekspresjonizmu, pop-artu. Na szczęście żadna konwencja teraz w malarstwie nie dominuje, o czym można się przekonać, przeglądając choćby stronę internetową "Art & Business". Z tymże - myślę sobie, chodząc po wystawie w galerii Schody - sztuka w internecie jest niczym bez istnienia prawdziwych obrazów w realnej przestrzeni.

                                                                                                                                                          Andrzej Osęka