Malarstwo Małgorzaty Maćkowiak nie jest do końca z tego świata, któremu - nie zawsze dobrowolnie - przyglądamy się na co dzień.
To taka zdrapka, pod którą kryje się bonus - rzeczywistość bardziej świetlista i moralna, w którym dla wszystkich chętnych wystarczy bezkolizyjnych ścieżek okalających wybujałe przestrzenie.
Mimo całej bajkowości przedstawień, nie jest to lukrowanie świata i pozbawianie go istotnych pytań, tak jak w aspekcie fizycznym - nie jest to papka pigmentów z tubki, do których przyzwyczaiła nas współczesność.
Prawdziwie solidnym fundamentem...wielką wartością...malarstwa Małgosi Maćkowiak, jest fakt, że zanim odnajdziemy w nim anegdotę i własną narracja, to widzimy kawałek płótna pokrytego pulsującym laserunkami, szlachetnym kolorem i chcemy na nie patrzeć bez końca.
A za to przecież - przede wszystkim - kochamy dobre malarstwo.
Katarzyna Krzykawska


