Polski English o galerii artyści katalog wydarzenia współpraca usługi wydawnictwa partnerzy newsletter kontakt strona główna
"Potężne pomniki i medale..."

   Potężne pomniki i medale, oficjalne portrety i intymne zwierzaki. Kosmate psy, pyszne ze swej urody ptaki, uwodzicielskie żaby, krągłe koty, smukłe węże i owieczki pośród żubrów, bizonów oraz innej grubej, lecz nagle zmalałej zwierzyny. Bardzo więc różne, lecz przy tym podobne i sobie bliskie, gdyż złączone indywidualnością ich stwórcy. Bronisław Chromy jest bowiem rzeźbiarzem uniwersalnym i jedynym w swoim rodzaju zarazem: dzieła jego rąk i wyobraźni, bądź też przeciwnie - wyobraźni i posłusznym jej dłoniom nie mają analogii na żadnym kontynencie, a on sam nie ma naśladowców, bo ich mieć nie może: tak czuć, myśleć i tworzyć potrafi tylko on. Gdzie jednak, w jakich regionach szukać genezy tej niezwykłej sztuki?
   Najłatwiejszym jest pochodzenie: Chromy jest góralem. Wychował się na wsi, wśród toczonych wodą rwących potoków, granitowych głazów i ubogiej, lecz jakże przy tym pięknej roślinności nieskażonej natury. Całkiem bezwiednie też poznał rządzące nią prawa i w sposób równie odruchowy bądź też naturalny właśnie zastosował je w swych dziełach, w których obłość rzecznych otoczaków łączy się z subtelnym rysunkiem traw i fantazyjnie wygiętych gałęzi, a te z miękkością pulsujących życiem organizmów. Rzeźby Chromego rosną i rozkwitają jak żywe organizmy właśnie, lecz nigdy nie obumierają. Śmierć i zniszczenie nie mają do nich dostępu, uczucie bezradnej niemocy jest im obce, podobnie jak ich autorowi. Człowiekowi Sukcesu, któremu sama myśl o porażce wydaje się niedorzeczna. To pierwsza i druga przyczyna niezwykłości jego sztuki w naszym zmechanizowanym i przeżartym pesymizmem świecie.
   Trzecią jest nieomylna zdolność kojarzenia, lunatyczna wprost pewność trafiania w sedno zagadnienia, lapidarny, lecz celny skrót myślowy. Oraz równie trafny dobór formy, gdyż rzeźby artysty są tylko z pozoru oparte na jednym kanonie estetycznym. W rzeczywistości ogarniają wszystkie dostępne temu gatunkowi sposoby kształtowania i korzystają z ich bogactwa. Od subtelnych ażurów graficznej kompozycji poczynając, poprzez płaszczyznę medali i plakietek oraz budowanych na kształt liści wyobrażeń o antropomorficznych lub zoomorficznych odniesieniach, po masywne bryły i przestrzenne układy, w których pustka, ograniczona i organizowana rzeźbiarskim materiałem przestrzeń wewnętrzna i zewnętrzna dzieła, traktowana jest jak konkretne tworzywo całej, jakże w istocie skomplikowanej rzeźbiarskiej struktury.
   Równie bogata jest materia. Chromy stosuje najchętniej surowe bądź też sprawiające takie wrażenie tworzywa, jak patynowany na kolor zielony, barwę życia i wegetacji, brąz, lecz nie tylko. Zwłaszcza ostatnio sięga po jubilersko szlifowane półszlachetne kamienie, wtapiając je jednak w swe rzeźby jako substytut barwnego światła raczej i jego refleksów, niż czczą ozdobę. Ów zwrot, bądź też przynajmniej - novum ma zapewne równie naturalną genezę: otóż Chromy para się od lat już kilkunastu malarstwem, w którym światło i jednaka z nim barwa gra przecież rolę naczelną.
   Cechą czwartą jest jakże bliska wyobraźni i płynącym z niej skojarzeniom poezja jego kapitalnych zwierzaków zwłaszcza, w której nie trudno odnaleźć klimat dobrej, dziecinnej baśni o idealnym świecie piękna, dobra, harmonii, zgody i powszechnej szczęśliwości. Oraz, bodaj czy nie w rzędzie pierwszym, poczucie nader specyficznego, gdyż prężnego i dynamicznego trwania jako przeciwieństwa i zaprzeczenia martwego bezruchu śmierci i jej rozpadu, z jakimi artysta również się nie godzi i odrzuca ich istnienie ze swych myśli i motywów rzeźb, stając tym samym w ostrej opozycji wobec zarażonej śmiercią i jej szpetotą sztuki naszych dni.
   Więcej jeszcze - Chromy przywraca życie dawno umarłym istotom, używając kopalnych muszli oraz innych prehistorycznych reliktów w rodzaju zębów mamuta do stworzenia nowych organizmów, łącząc, swoim sposobem, dwa elementy - realny i imaginacyjny w jeden o nowych walorach wyrazowych i intelektualnych zarazem.
   Ożywia skamienieliny... Pradawne sercówki otrzymują łby brodatych żubrów, nad spiralami amonitów zawisły w tanecznym ruchu podobne im w skręceniu ciała koniki morskie, obok których tokują głuszce i cietrzewie z pysznie rozpostartymi ogonami i stoją w zadumie smukłe flamingi. Najwięcej jednak ślimaków, niosących na sobie muszle swych odległych przodków. Kamienne już tylko lub połyskujące gdzieniegdzie zachowaną na kształt relikwii skorupką wspomnienie życia sprzed milionów lat, jak most przerzucony nad epokami, pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, jako świadectwo upływu czasu, w którym obowiązuje jednak horacjańska dewiza non omnis moriar, nie wszystek umrę.
   A jeśli nawet - to sztuka potrafi przywrócić mi życie, bo wielka jest moc artystycznej kreacji. Chromy jest twórcą szczególnego rodzaju, bo też szczególny jest jego stosunek do natury. Nie walczy z nią tak, jak to postulował u progu ubiegłego wieku Apollinaire wołający z triumfem „ U stóp plastyki leży pokonana natura!", lecz działa zgodnie z jej ponadczasową mądrością. Ma również właściwy naturze lecz rzadki u śmiertelników i przez to niezwykły dar łączenia najbardziej sobie odległych kształtów w harmonijną jedność.
   Gdyż natura nie myli się nigdy i zawsze potrafi zadziwić swą fantazją, co za pointę tych rozważań posłużyć może.